Technologie

Nadchodzi cyberapokalipsa?

Spam, wirusy, przeciążenie sieci – to według francuskiego tygodnika – ma zwiastować zbliżający się koniec Internetu. Czy powinniśmy się tego obawiać? Nie bardziej niż świętego Mikołaja.

Guillaume Grallet w jednym z wydań gazety „L’express” zapowiadał, w najlepszym wypadku — kryzys sieci. W najgorszym – jej całkowity rozpad. Straszna wizja. Jednak w rzeczywistości na horyzoncie nie widać żadnych podstaw by mówić o jakimkolwiek kryzysie i upadku Internetu.

Najmocniejszym argumentem gazety są tezy o stale rosnącej liczbie wirusów, czyli małych, wrednych programów rozprzestrzeniających się przez sieć i niszczących dane na komputerach użytkowników. Faktem jest, że liczba zainfekowanych komputerów wzrasta z roku na rok, ale trzeba też zwrócić uwagę, że na nowe wirusy pojawiają się błyskawicznie nowe lekarstwa w postaci kolejnych programów antywirusowych i ciągłych aktualizacji na już istniejące. Serwisy oferujące konta e-mail coraz częściej instalują odpowiednie oprogramowanie, które chroni ich użytkowników przed wiadomościami zawierającymi wirusy. Właściciele serwerów proponują też swoim klientom darmowe korzystanie z programów antywirusowych, którymi można przeskanować swoje pliki umieszczane na stronach www. Świat od dawna zna wiele chorób. A na większość wymyślono lekarstwa jeszcze przed kryzysem ludzkości. Więc można mieć uzasadnioną nadzieję, że i losy internetowych chorób potoczą się podobnie.

Kolejnym kłopotem ma być zwiększająca się liczba spamu – czyli niechcianych wiadomości przesyłanych pocztą elektroniczną. To również nie jest problem, którego by nie znano w tzw. rzeczywistym świecie. Bo ile razy dziennie wyjmujemy ze skrzynki na listy stosy niechcianych ulotek? Czy doprowadziło to do upadku Poczty Polskiej? Nie i nie doprowadzi, bo takie ulotki po prostu wyrzucamy do kosza nie czytając ich. Tak samo postępujemy z niechcianymi wiadomościami e-mail. A całą sprawę zaczynają też ułatwiać serwisy oferujące konta pocztowe, które instalują filtry segregujące listy i dość skrupulatnie odrzucające spam.

Inną sprawą jest przeciążenie sieci, które również – według gazety – ma doprowadzić do jej upadku. Otóż taka sytuacja nigdy nie może mieć miejsca. Sieć nie jest jakimś fizycznym, ujednoliconym tworem, który po prostu może się zepsuć. Internet to kilkanaście, a może i kilkadziesiąt milionów różnych węzłów połączonych ze sobą w taki sposób, że w przypadku awarii jednego z nich, jego funkcję przejmuje inny. A jeśli mówimy o przeciążeniu jednego konkretnego serwisu, na przykład uniwersyteckiego w dniu opublikowania wyników egzaminów – no cóż. Codziennie stoimy w kolejkach w różnych instytucjach, sklepach i urzędach nie doprowadzając tym samym do ich upadku. Więc trudno sądzić, by frustracja spowodowana oczekiwaniem na załadowanie strony doprowadziła do zaprzestania korzystania z sieci, bo w dalszym ciągu jest to większe ułatwienie niż utrudnienie w załatwianiu codziennych spraw.

Jako wyjście ze swojego wyimaginowanego problemu tygodnik podsuwa zaproponowane przez firmę Microsoft rozwiązanie – trzeba założyć równoległy i płatny Internet. Nikt jednak nie wyjaśnia w jaki sposób miałby on funkcjonować i w czym konkretnie byłby lepszy od tego „zwykłego” i darmowego. Szkoda.

Data: 2008-04-07
Ilość odsłon: 28
Autor: T.T.
Komentarze