|
„Ooo” przesuwa kursor w lewo, „uuu” w prawo, „iii” w dół, „yyy” w górę, a „klik” powoduje uruchomienie aplikacji. Naukowcy z waszyngtońskiego uniwersytetu opracowali właśnie oprogramowanie, które rozpoznając dźwięki steruje komputerem.
Sharkoon SATA Quickport DUO - pod taką nazwą kryje się zewnętrzna stacja dokująca, która potrafi obsługiwać dwa dyski twarde jednocześnie. Urządzenie przyda się każdemu, kto przechowuje filmy, muzykę lub inne dane multimedialne.
Technologie
Spam, wirusy, przeciążenie sieci – to według francuskiego tygodnika – ma zwiastować zbliżający się koniec Internetu. Czy powinniśmy się tego obawiać? Nie bardziej niż świętego Mikołaja.
Guillaume Grallet w jednym z wydań gazety „L’express” zapowiadał, w najlepszym wypadku — kryzys sieci. W najgorszym – jej całkowity rozpad. Straszna wizja. Jednak w rzeczywistości na horyzoncie nie widać żadnych podstaw by mówić o jakimkolwiek kryzysie i upadku Internetu.
Najmocniejszym argumentem gazety są tezy o stale rosnącej liczbie wirusów, czyli małych, wrednych programów rozprzestrzeniających się przez sieć i niszczących dane na komputerach użytkowników. Faktem jest, że liczba zainfekowanych komputerów wzrasta z roku na rok, ale trzeba też zwrócić uwagę, że na nowe wirusy pojawiają się błyskawicznie nowe lekarstwa w postaci kolejnych programów antywirusowych i ciągłych aktualizacji na już istniejące. Serwisy oferujące konta e-mail coraz częściej instalują odpowiednie oprogramowanie, które chroni ich użytkowników przed wiadomościami zawierającymi wirusy. Właściciele serwerów proponują też swoim klientom darmowe korzystanie z programów antywirusowych, którymi można przeskanować swoje pliki umieszczane na stronach www. Świat od dawna zna wiele chorób. A na większość wymyślono lekarstwa jeszcze przed kryzysem ludzkości. Więc można mieć uzasadnioną nadzieję, że i losy internetowych chorób potoczą się podobnie.
Kolejnym kłopotem ma być zwiększająca się liczba spamu – czyli niechcianych wiadomości przesyłanych pocztą elektroniczną. To również nie jest problem, którego by nie znano w tzw. rzeczywistym świecie. Bo ile razy dziennie wyjmujemy ze skrzynki na listy stosy niechcianych ulotek? Czy doprowadziło to do upadku Poczty Polskiej? Nie i nie doprowadzi, bo takie ulotki po prostu wyrzucamy do kosza nie czytając ich. Tak samo postępujemy z niechcianymi wiadomościami e-mail. A całą sprawę zaczynają też ułatwiać serwisy oferujące konta pocztowe, które instalują filtry segregujące listy i dość skrupulatnie odrzucające spam.
Inną sprawą jest przeciążenie sieci, które również – według gazety – ma doprowadzić do jej upadku. Otóż taka sytuacja nigdy nie może mieć miejsca. Sieć nie jest jakimś fizycznym, ujednoliconym tworem, który po prostu może się zepsuć. Internet to kilkanaście, a może i kilkadziesiąt milionów różnych węzłów połączonych ze sobą w taki sposób, że w przypadku awarii jednego z nich, jego funkcję przejmuje inny. A jeśli mówimy o przeciążeniu jednego konkretnego serwisu, na przykład uniwersyteckiego w dniu opublikowania wyników egzaminów – no cóż. Codziennie stoimy w kolejkach w różnych instytucjach, sklepach i urzędach nie doprowadzając tym samym do ich upadku. Więc trudno sądzić, by frustracja spowodowana oczekiwaniem na załadowanie strony doprowadziła do zaprzestania korzystania z sieci, bo w dalszym ciągu jest to większe ułatwienie niż utrudnienie w załatwianiu codziennych spraw.
Jako wyjście ze swojego wyimaginowanego problemu tygodnik podsuwa zaproponowane przez firmę Microsoft rozwiązanie – trzeba założyć równoległy i płatny Internet. Nikt jednak nie wyjaśnia w jaki sposób miałby on funkcjonować i w czym konkretnie byłby lepszy od tego „zwykłego” i darmowego. Szkoda.