Od teraz możesz samodzielnie dodawać artykuły o swoich produktach do portalu DlaCiebie.pl. Kliknij w poniższy link, wypełnij, krótki formularz a Twoja publikacja niebawem pojawi się w naszym serwisie.
Kosmetyczkę znajdziemy w torebce każdej kobiety. Jest czymś więcej niż tylko jednym z akcesoriów - oddaje charakter, styl oraz gust właścicielki. Fortress, producent artykułów promocyjnych (Fortress Gifts), proponuje serie modnych i prawdziwie kobiecych kosmetyczek. Wzory wzbudzają zachwyt płci pięknej.
www.fortressgifts.pl
„Ooo” przesuwa kursor w lewo, „uuu” w prawo, „iii” w dół, „yyy” w górę, a „klik” powoduje uruchomienie aplikacji. Naukowcy z waszyngtońskiego uniwersytetu opracowali właśnie oprogramowanie, które rozpoznając dźwięki steruje komputerem.
Przenośny odtwarzacz blu-ray - najnowszy gadżet Funai, jest zarówno urządzeniem efektownym jak i w pełni funkcjonalnym. Coraz większa popularność filmów na blu-ray oraz kompaktowe wymiary urządzenia idą ze sobą w parze. Więc zabierz go na wakacje, na długi wyjazd służbowy czy jako atrakcję dla najmłodszych w długie świąteczne wyprawy.
Firma HEDY posiada bogatą i wyspecjalizowaną ofertę zasilaczy do komputerów. Zapraszamy do odwiedzin strony.
Sharkoon SATA Quickport DUO - pod taką nazwą kryje się zewnętrzna stacja dokująca, która potrafi obsługiwać dwa dyski twarde jednocześnie. Urządzenie przyda się każdemu, kto przechowuje filmy, muzykę lub inne dane multimedialne.

Czterokrotny wzrost parametrów transferu, większe pojemności dyskowe oraz więcej baz SQL w niektórych usługach, to zmiany w pakietach hostingowych wprowadzone przez home.pl. Wszystkie te korzystne dla Klientów zmiany nie wpłyną na ceny usług.
Firma HEDY posiada bogatą i |
Technologie
mBank działalność rozpoczął niecałe siedem lat temu, jako pionier na polskim rynku. Ryzyko było spore, bo nikt przed nim nie próbował zakładać instytucji finansowej, której nie można zobaczyć gołym okiem. Dzisiaj jest jednym z liderów, który co roku niezmiennie zaskakuje nowymi rozwiązaniami. Jak to możliwe?
Zaczęło się od tego, że twórca mBanku — BRE Bank — obsługiwał głównie klientów zamożnych, tj. przedsiębiorców. Przedsiębiorcy charakteryzują się tym, że są zazwyczaj kredytobiorcami. BRE Bank, by zaspokoić ich wymagania, korzystał z funduszy międzybankowych, które mają to do siebie, że są drogie. I tu pojawił się pomysł, by środki na udzielanie kredytów zacząć pozyskiwać od klientów indywidualnych.
Żeby koszty założenia i utrzymania nowego banku obniżyć do minimum, zarząd BRE Banku wymyślił, że nie zatrudni więcej niż kilkudziesięciu pracowników oraz nie otworzy ani jednego fizycznego oddziału. W zamian zaoferuje klientom niespotykanie wysokie na polskim rynku oprocentowanie.
Na początku funkcjonowania banku, można było wybrać jedno z dwóch kont: eKONTO i eMAX. Pierwsze oszczędnościowo-rozliczeniowe z oprocentowaniem 15,5%, drugie oszczędnościowe z oprocentowaniem nieco wyższym, bo 16,5%. Oba w skali roku, co pod koniec 2000 r., gdy zaczął funkcjonować mBank, było najkorzystniejszą ofertą. W tradycyjnych bankach, najwyższe oprocentowanie wynosiło 13% i dotyczyło jedynie klientów, których konta były zasilone kilkunastoma tysiącami złotych. eKONTO od eMAXa różniło to, że na tym pierwszym można było zlecać przelewy stałe, podczas gdy na drugim pieniądze mogły jedynie swobodnie leżeć i rosnąć. Kapitalizacja odsetek następowała miesięcznie, co, po jej uwzględnieniu, podnosiło oprocentowanie kont odpowiednio do: 16,55 pkt. dla eKONTA i 17,88 pkt. dla eMAX. Było to więcej niż pod koniec 2000 roku wynosiło oprocentowanie skarbowych obligacji oszczędnościowych (dwuletnie — 16%, a czteroletnie 17,7%).
Słabą stroną mBanku było jednak ograniczenie funkcjonalności obu kont. Za pośrednictwem Internetu nie było można wykonywać dowolnych przelewów, lecz jedynie na wcześniej zdefiniowane rachunki. Limit dla eKONTA wynosił 10 numerów, dla eMAX 1. Przelewy te były jednak bezpłatne, co również było innowacją na bankowym rynku. W przypadku gdy klient chciał dokonać płatności na inny, niezdefiniowany rachunek, musiał skorzystać z serwisu bankowego obsługiwanego przez infolinię. Koszt takiego połączenia wynosił około czterech złotych. Wiązało się to z kwestią bezpieczeństwa przeprowadzanych transakcji. Jednak niedługo po rozpoczęciu działalności, mBank naprawił tę niedogodność wprowadzając listy haseł jednorazowych, wykorzystywanych do realizowania przelewów na dowolne, niezdefiniowane wcześniej numery kont.
Nie zachwycała niestety uboga oferta kart oraz brak możliwości przyznania debetu i kredytu. Dla przeciętnych klientów wydawana była Visa Electron, pozwalająca wypłacić sumę pieniędzy równą saldu konta. Dla zamożniejszych klientów mBank zaoferował Visę Gold. Z obu kart pieniądze można było wypłacać bez prowizji jedynie w bankomatach Euronetu. W innych punktach kosztowało to 2,50 zł. plus 2,5% od wypłacanej sumy. Rekompensatą było za to darmowe prowadzenie konta. Niestety sprawa wyglądała gorzej przy wpłatach, bo te można było realizować jedynie z innego konta. Co wiązało się już z opłatami za przelew w banku, z którego owe wpłaty pochodziły.
Szanse na powodzenie przedsięwzięcia były na tym samym poziomie co ryzyko. Z sondażu przeprowadzonego w październiku 2000 roku wynikało, że 60% dorosłych obywateli obawia się i nie chce korzystać z wirtualnego banku, którego nie można osobiście odwiedzić. Jednak jedna czwarta Polaków deklarowała skłonność do założenia konta, nawet, jeśli miałoby ono być obsługiwane jedynie przy pomocy telefonu, Internetu i bankomatu. Taką chęć wyrazili głównie ludzie młodzi, z perspektywami na duże zarobki i to cieszyło Sławomira Lachowskiego, wiceprezesa BRE Banku, który przekonywał, że właśnie na takich klientów nastawiony jest mBank.
Nie mylił się, w ciągu niecałych trzech miesięcy funkcjonowania, bank otworzył aż 30 tysięcy rachunków, na których klienci zdeponowali 86 milionów złotych. Pięć miesięcy później liczba kont otwartych w mBanku wzrosła do 100 tysięcy, a suma złożonych na nich depozytów wyniosła 798 milionów złotych. Po przedstawieniu tych danych, mBank zdecydował o obniżeniu oprocentowania na obu kontach do 14%. Jednak biorąc pod uwagę kapitalizację odsetek, w skali roku było to 14,9%. Dla porównania powstałe w tym czasie dwa kolejne banki wirtualne, miały oprocentowanie równe odpowiednio: Inteligo – 14,23% oraz Volkswagen Bank – 14 do 14,15%. W tej kwestii mBank był ciągle liderem.
Problemem pozostawał jednak brak możliwości uzyskania debetu lub kredytu. W związku z tym, zarząd BRE Banku, pod koniec 2001 roku, utworzył Multibank. Jego oferta miała być skierowana do klientów chcących w dalszym ciągu korzystać z usług banku wirtualnego, lecz z możliwością zaciągnięcia kredytu i uzyskania wypukłej Visy. Pomimo tych udogodnień, Multibank nie odebrał klientów mBankowi. W lipcu 2002 roku mBank prowadził 300 tysięcy rachunków, a kwota depozytów przekroczyła 1,5 mld. zł. Stało się tak, dlatego, że Multibank oferował dość niskie oprocentowanie w stosunku do mBanku, tym samym kierując swoją ofertę do podobnej, choć nie tej samej grupy użytkowników.
Pod koniec 2002 roku mBank zdecydował się wyjść z niszy i rozszerzyć swoją ofertę detaliczną. Zaczął wydawać karty kredytowe, udzielać kredytów hipotecznych i uruchomił bezprowizyjną sprzedaż jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych.
Na początku stycznia 2004 roku mBank zakończył swój pionierski okres bezpłatnych transakcji i wprowadził opłatę za przelew zewnętrzny w wysokości 50 gr. Darmowe pozostały jedynie przelewy wewnętrzne, w obrębie mBanku. Równocześnie zmienił się sposób pobierania prowizji przy wypłatach z bankomatów. Zamiast częściowej-procentowej, w bankomatach innych niż Euronetu i Banku Zachodniego WBK, od tej pory trzeba było płacić niezależną od wypłacanej sumy prowizję w wysokości pięciu złotych. Większość klientów nie straciła jednak na tym, lecz skorzystała. Zwłaszcza ci pobierający sumy przekraczające 100 zł. Nie odstraszyło to jednak klientów, których liczba stale rosła, co było wynikiem między innymi wspomnianej już poszerzonej oferty banku. Na początku 2005 roku mBank prowadził już milion rachunków dla 800 tysięcy klientów, a jego zysk brutto pod koniec roku wyniósł 28 mln zł.
Przez sześć lat istnienia banku, można było zaobserwować okres podręcznikowego wręcz rozwoju. Stało się tak dlatego, że klientom zaproponowana została oferta innowacyjna na rynku: zarządzanie kontem bez konieczności wychodzenia z domu. Do sukcesu przyczyniło się też wysokie oprocentowanie rachunku oraz bezpłatne utrzymanie konta. Jednak ten okres powoli mija.
Większość banków uruchomiła obsługę kont przez Internet i telefon komórkowy, w których ceny za prowadzenie rachunku są podobne a przelewy kosztują mniej więcej tyle samo. Co w takiej sytuacji robi mBank? Wprowadza całkowicie darmowe przelewy do wszystkich dostępnych na rynku banków przyciągając tym samym tysiące nowych klientów. Aż trudno sobie wyobrazić jaka będzie kolejna decyzja wirtualnego lidera innowacji.