Dla zmysłów

Przyszła kaczka do pisarza

 Do księgarń trafiła ilustrowana książka dla dzieci, w której Aleksander Kwaśniewski występuje jako tłusty świniak nie stroniący od wódki. Lech Wałęsa to baran i prostak, a jedyne moralne i etyczne ugrupowanie to moherowe zaplecze ojca Rydzyka.

Mogło by się wydawać, że z braci Kaczyńskich śmieją się już wszyscy i dodatkowe źródło drwin nie jest im potrzebne. Nic bardziej mylnego. Polski Ruch Uwłaszczeniowy, popierający w wyborach Lecha Kaczyńskiego, wydał książeczkę autorstwa bajkopisarza Cezarego Piotra Tarkowskiego, która ma wyjaśnić młodszym czytelnikom „Jak to było na wyborach”.

A według autora było tak: Po zgniłym okresie komunizmu przyszedł prosty baran, który objął władzę tylko po to, żeby zaraz oddać ją Żydom. Po Żydach przyszedł tłusty, pijany świniak, który, w stanie wskazującym, odznaczył orderem Jacka Kuronia i odszedł w zapomnienie. Świnie żarły ile wlezie, a kraj upadał. Aż wreszcie nadeszło wybawienie narodu polskiego i na horyzoncie pojawiły się dwa zacne kaczory. Jeden to uczony profesor, a drugi - nie. Ni stąd ni zowąd pojawił się też żuraw z Rydzykowa, który rozkazał kaczorom śpiewać. Ci więc posłusznie zaśpiewali, a szło to mniej więcej tak: „Kwa, kwa, kwa, wartko płynie piosnka ta. Kwa, kwa, kwa (...)” i tak dalej. Następnie kacza partia wygrała wybory, bo poparł ją Bóg. Chwilę później, na premiera wybrała gąsiora z Gorzowa, którego, w zamian za paliwa dla rolników i becikowe dla matek, poparli indor z bocianem. Przed wyborami prezydenckimi kłamliwa prasa przedstawiała kłamliwe sondaże, ale dzielny bulterier wygrzebał niemieckie papiery poniewierając dziadka grzechotnika i tym samym, przy pomocy Boga, doprowadził do zwycięstwa drugiego z mężnych kaczorków. Uradowany drób wziął się za naprawę służby zdrowia, likwidację bezrobocia i budowę autostrad.

Wydawca książkę określa „szczególnie wyrafinowanym intelektualnie dowcipem”, który ma być wkładem w „rozbudzenie dowcipnego życia narodu”. Na próżno jednak szukać w niej wyrafinowania, a tym bardziej intelektualnego dowcipu. Przedstawianie byłych prezydentów w charakterze tłustych świniaków i baranów jest po prostu niesmaczne, a nie intelektualnie śmieszne. Lektura przypomina wiersze pochwalne pisane na cześć Stalina, ale to prawdopodobnie nie przeszkodzi jej w zostaniu bestsellerem, goszczącym w każdym prawdziwie polskim i katolickim domu. Czytana do snu dzieciom, pozwoli od najmłodszych lat wpajać brzdącom jedyną słuszną ideę. Z błotem wypada też zmieszać Jacka Kuronia, bo tak wypada. Jak w większości dzieł polskich myślicieli prawicowych i tutaj nie mogło zabraknąć nutki antysemityzmu. Autor po siedemnastu latach, w dalszym ciągu winnych wszechobecnego chaosu szuka w Izraelu.

Każdy homo sapiens, po lekturze tego agitacyjnego bełkotu, zaśmieje się cynicznie i wyrzuci książkę do kosza. Jednak problem polega na tym, że pseudo-literackie wypociny autora nie są skierowane do rozumnego czytelnika. A jak słusznie zauważył kiedyś Jacek Kurski: „Ciemny lud wszystko kupi”.

Data: 2008-04-23
Ilość odsłon: 50
Autor: T.T.
Komentarze