Dla zmysłów

Nakręcany człowiek, razy trzy

Trzy historie trojga ludzi. A może czworga, albo pięciorga. Albo i większej ilości, ale na chwilę załóżmy, że jednak trojga. Na pierwszy rzut oka niczym ze sobą nie powiązane, na drugi rzut oka również. Dopiero na trzeci. Coś magicznego jednak jest w tej liczbie.

Trzy alternatywne rzeczywistości, a przynajmniej trzy ambitne próby ich stworzenia. Trzej bohaterowie dążą trzema drogami do trzech innych żyć, do trzech różnych modeli, do trzech nie poznanych nowości i wartości zarazem. Tak, bohaterowie, bo potępiony będzie ten, kto inaczej nazwie człowieka, który przez dziurkę w nosie wydmuchuje swój własny, osobisty mózg. Bohater właśnie, i to nie jakiś drugorzędny, tylko pierwsza klasa. Taki trochę z „Mechanicznej pomarańczy”. Wielkolepny rozumniak, który zgłasza się na policję, bo ma dość. Albo to policja zgłasza się na niego. Ależ proszę się nie śmiać, to całkiem możliwe. Z Kopernika też się śmiali i gdziekolwiek by teraz byli to na pewno jest im nieco głupio.

Albo zastępca dyrektora generalnego, któremu ciągle mało. Czego mało? Życia mało, za to wyścigów za dużo. Z własnej, nieprzymuszonej woli udaje się do lekarza, po magiczną tabletkę, która życia zaznać mu pozwoli. I pozwala, choć nie na długo, bo w alternatywnej rzeczywistości zawsze przychodzi taki moment, że trzeba wrócić do tej poprzedniej. To nie big dream, z systemem nie ma żartów.

Nawet, mogło by się wydawać, dobrze prosperującej studentce francuskiego, wbrew socjalistycznej matce Rosji (i nie tylko), przychodzi do głowy chęć zrobienia czegoś więcej. Czegoś malutkiego, ale wielkiego w swojej maluczkości. Ona też dąży do zrobienia rzeczy innej, nowej, nieznanej. Chce być dumna i czystosumienna. Nie chce przegrać z zardzewiałym systemem. Ale jako jednostka nie ma prawa wygrać. I nie wygra. Trzy zero.

Tak więc, słowem podsumowania, można śmiało stwierdzić, że w tej książce mieliśmy do czynienia z trzema śmierciami. Zwykłą i dwiema jako takimi, z czego jedną dyskusyjną. Co ciekawe, tym razem to ta bardziej dosłowna i dosadna była mniej bolesna.

Swoją drogą, mam wrażenie, że gdyby Alejandro Gonzalez Inarritu dostał te trzy historie na piśmie, to mógłby z tego zrobić całkiem niezły film. Jeden.

Data: 2008-07-25
Ilość odsłon: 79
Autor: T.T.
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 3,00
Komentarze
Data: 2008-07-25
Ilość odsłon: 79
Autor: T.T.
Średnia ocena: 3,00
Komentarze